piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 38



"Kiedyś będę zasypiał tak codziennie obok ciebie księżniczko. Obiecuję."


Tydzień później

*oczami Niall'a*

- Jesteś pewny, że chcesz wydać tą piosenkę? - usłyszałem głos Zayn'a
- Tak jestem pewnien, chce ja nagrać i po prostu wydać. - odburknąłem przygotowując się do rozpoczęcia wersu.
- Niall, wiesz, że wytwórnia nie będzie zadowolona. - Wiem, nic na to nie poradzę. Mam gdzieś ich opinie i kary które mogą mi przyznać za nie posłuszeństwo.
- Malik nie wziąłem cię tu, żebyś mi marudził pod nosem - odparłem.
- To po co mnie wiałeś? - spytał, a ja wzruszyłem ramionami.
- Dla towarzystwa - Zrobił z zniesmaczaniom minę i skrzyżował ręce na piersi. - Co za entuzjazm. - skomentowałem.
- Daniell zerwała z Liam'em. - zakrztusiłem się własną śliną na usłyszane słowa.
- Co? - wyrwało mi się pomiędzy napadem kaszlu. - To nie możliwe, czemu nic nie powiedział?
- Z jakiego powodu ty nie mówisz o Natalii?
- Bo cierpię, nie mogę z nią być - odburknęłam, niezadowolony nagłą zmianą tematu.
- Chyba masz odpowiedź - stwierdził.
- Wiesz dlaczego? - spytałem. Byli parą doskonałą pod każdym możliwym względem. Nie powiem, bo zawsze zazdrościłem mu udanego związku i dziwnie jest słyszeć, że coś w co wierzyłeś, nie jest takie idealne.
- Sam Liam, nie wie - odparł.
- Czy ty wiesz o wszystkich naszych tajemnicach? Jesteś plotkarą! - lekko się zaśmiałem. Nie byłem pewny czy mogę odwrócić tak poważną sytuacje w żart.
- Sexy secretary, musi przekazywać informacje. - zawtórował mi. - Jestem tym najbardziej tajemniczym nie wygaduję sekretów.
- Więc czemu mi powiedziałeś o Liam'ie i Daniell?
- Ponieważ on nie chciał tego kryć, po prostu musiał się z tym oswoić zanim powiedział by każdemu z nas, z osobna, a ja ułatwiłem mu sprawę. - Uśmiechnęłam się pod nosem. Myśl, ze mam takiego przyjaciela jest niesamowita. Bo gdzie ja kiedykolwiek odnalazłbym taką samą osobę jaką on jest?
- Ta piosenka jest o niej prawda? - spojrzał się na mnie tym smutnym spojrzeniem, a ja chyba nie musiałem się odzywać, żeby potwierdzić jego myśli.

*oczami Natalii*

Siedziałam przy biurku delikatnie przeczesując kartki w pamiętniku. Chłopacy dali mi go po tej całej awanturze, którą zrobiłam. Praktycznie nie mieli wyjścia, ponieważ nie byłam do końca sobą w tamtym momencie.Po mimo tego, że mam go już tydzień dopiero dzisiaj otworzyłam go, nawet nie czytając.Westchnęłam ciężko odsuwając się od miejsca pracy. Nie byłam do końca pewna czy mam ochotę to czytać. Nie potrafiłam oswoić się z myślą, że zaraz przeczytam swoje życie, tak jakbym czytała książkę zupełnie obcej osoby i nie będę miała pojęcia jakie uczucia teraz powinnam w sobie nosić. Zamrugałam kilkakrotnie oczyma by zobaczyć mały album schowany za różnymi książkami. Chwyciłam go do ręki i usiadłam na łóżku krzyżując kostki. Wygodnie się ułożyłam by po chwili zobaczyć kilka zdjęć ze mną i Samantą. Po mimo wielu próśb od żadnego z chłopaków nie dowiedziałam się, co się z nią dzieję. Miałam masę pytań na które nie potrafiłam odpowiedzieć. Bardziej przygnębiającą rzeczą było, że oni nie chcieli mi powiedzieć. Skoro byli moimi najlepszymi przyjaciółmi, dlaczego nie potrafią mi tego wytłumaczyć? Przejechałam ręką po zakurzonych zdjęciach, nie miałam pojęcia czemu nie wyjmowałam ich jak tu jeszcze byłam. Uwielbiałam wspominać i uświadamiać sobie, że to co było kiedyś dalej trwa, że mam tych samych kochających ludzi przy sobie. Paręnaście kartek do przodu i ujrzałam kilkadziesiąt fotografii samej siebie i z Niall'em. Potrząsnęłam lekko albumem, sprawiając że wypadła z niego mała karteczka.

Nienawidzisz tych zdjęć, ale możesz być pewna, że ja je kocham. Dlatego właśnie je tu włożyłem. Jestem strasznym bałaganiarzem, pewnie zagubiły by się gdzieś po między moimi a twoimi rzeczami, których jeszcze nie wzięłaś z mojego pokoju. Swoją drogą tęsknię trochę za twoją obecnością w moim łóżku. Niall
Uśmiechnęłam się lekko. Musiałam mieć naprawdę dobre stosunki z Horan'em, że potrafiłam z nim spać w jednym łóżku jak z przyjacielem. Choć w sumie nie powinnam mieć pewności, że był tylko przyjacielem. Z jakieś przyczyny ufałam mu, a to zapewniało mi poczucie bezpieczeństwa. Zerknęłam jeszcze raz na zdjęcie siebie zakrywającej sie rękami przed fleszem.

Flesz odbił się w moich myślach.
- Możesz przestać? - szepnęłam podirytowana zasłaniając się ręką. - Niall!

- Słodka jesteś jak sie złościsz - odparł śmiejąc się, nadal nie przerywając swojej czynności. Kolejny blask oślepił mnie na tyle, że musiałam zamrugać parę razy by sprawić by obraz przed moimi oczami wrócił do normalności. 
- Żebyś ty nie wyglądał słodko z rozwalonym aparatem - syknęłam dając mu do zrozumienia, że jego zachowanie doprowadza mnie do szału. 
- Ej - uniósł ręce w geście obrony - spokojnie. - odpowiedziałam tylko cichym mruknięcie. Zaczął ustawiać coś w swoim nowym sprzęcie. - to mi się podoba - stwierdził pokazując na fotografie, na której widniała moja postać.
- Horan, masz ten aparat od wczoraj, a już masz z sto moich zdjęć - odparłam zrezygnowana, wzdychając. - zaczynam się ciebie bać - odparłam, na co on tylko wzruszył ramionami. 
- Albo to! - powiedział machając mi obiektywem przed oczami.
- Chyba sobie żartujesz? Usuń to! - krzyknęłam starając się wyrwać aparat z rąk. 
- No ej! Rozładował się - odparł z pretensjami. Usiadł z obrażoną miną i rękami złożonymi w klatce piersiowej. Zaśmiałam się lekko. - to nie jest śmieszę - oburzył się.
- Może i nie, ale przynajmniej już nie muszę znosić błysków - podsumowałam przekładając w ręku telefon. Miałam nadzieję, że tak po prostu napiszę, że w końcu będę wiedziała gdzie jest i co robi. Czułam, że pomimo wszystko coś jest nie tak. Zawsze mówią, że kobiety mają nosa do tych spraw, a ja wcale nie chciałam by moje myśli stawały się prawdą. Wolałam nie mieć racji, bądź nawet żyć w złudzeniach.
- Halo ja tu cierpię? Mój przyjaciel nie żyje! 

Potrząsnęłam głową dokładnie wiedziałam jak się wtedy czułam. Miałam pustkę, czegoś mi brakowało.
Kim był chłopak od którego wyczekiwałam wiadomości? 
Dlaczego interesowało mnie co robi i gdzie jest?
Czemu chciałam go kontrolować? 
Dlaczego to tak cholernie bolało? 
Zamknęłam album kierując się do pokoju Niall'a. Odkąd tu byłam po wypadku  ani razu się w nim nie znalazłam. Nie miałam pojęcia skąd wiedziałam do jakiś drzwi powinnam zapukać. Wyciągnęłam rękę by po chwili ją cofnąć. Nie byłam pewna o co chciałam się zapytać. Wiedziałam, że prawdopodobnie nie odpowie na moje pytanie. Chciałam zaryzykować, tylko dlatego, że w tej chwili czuję się tak jak wtedy kiedy tego chłopaka przy mnie nie było.  I skoro Niall był obok, nie mógł być to on. Zamachnęłam się i uderzyłam lekko w drzwi.
- Proszę
- Niall, możemy pogadać? - Spytałam wychylając się z za drzwi. Jego twarz się rozświetliła, a ja przyrzekam, że byłabym w stanie oddać milion za jego uśmiech.
I nic mi się nie układało, bo skoro cierpiałam z powodu kogoś innego, czemu czuję jakby najbliższą osobą był mi Horan? I to kompletnie nie miało sensu, bo wydawało mi się jakbym nigdy nie znała ich wszystkich. Oprócz niego, pamiętam jego niebieskie oczy i pełne usta i pamiętam dokładnie, że potrafił mnie rozśmieszyć w każdej sytuacji, ale nie pamiętam jakiej.
- Jasne siadaj - rozejrzałam się po pokoju, by po chwili zauważyć, że miał całkowitą racje z tym bałaganem. Koszule były rozrzucone po całym pomieszczeniu, a gdzie nie gdzie walały się jego skarpetki czy przedmiot codziennego użytku. I nie wiedzieć czemu kompletnie zapomniałam o drażniącym moje serce uczuciu i o tym kimś kto je wywołał.
- Faktycznie masz bałagan - uśmiechnęłam się widząc jego zdezorientowaną minę.
- Pamiętasz?
- Tak znaczy nie, znalazłam kartkę i no wiesz - zatrzymałam się. Nie byłam pewna co powinnam powiedzieć. Pamiętam, że byłeś w moim życiu i byłeś ważny, ale? Ale nie jestem pewna? To paranoja, a jak mylę go z kimś? Z tym chłopakiem?
- Kartkę?
- Tak, to którą włożyłeś w zdjęcia i Horan ja cię pamiętam, pamiętam, że byłeś ze mną w każdej chwili, wiem, że dużo dla mnie zrobiłeś, ale nie mam pojęcia czego. Wiem, że mnie wspierałeś. Kiedy patrzyłam na fotografie, przypomniało mi się jak robiłeś mi te zdjęcia, jak zasłaniałam się przed fleszem, byłam wtedy zła, smutna i nie wiem dlaczego. Mam wrażenie jakbym nie była wystarczająco silna żeby przejść przez to, żeby to sobie przypomnieć. Wiem, że wtedy cierpiałam wiem, że z powodu osoby, na której mi zależało, ale skoro to nie byłeś ty, to kto? - przygryzł dolną wargę. - Był to któryś z was?
- Natalia ja nie mogę ci nic powiedzieć - odszepnął. - Naprawdę mnie pamiętasz? - spytał zerkając na mnie z dołu. - Naprawdę myślisz, że to jak byłem ci najbliższy?
- A nie byłeś? - spytałam ocierając rekom o rękę. Coraz bardziej się denerwowałam. - Wydaje mi się jakbym nie znała tu nikogo oprócz Liam'a i ciebie i to chore, bo wy cierpicie przez to, że ja nie mogę sobie przypomnieć o was, a ja tak cholernie się staram. Po prostu się boję ii nawet nie wiem czemu - szepnęłam. Poczułam ramię otulające mnie.
- Nie masz czego - jego ręka delikatnie głaskała mój policzek - Kochanie nie mogę ci powiedzieć, bo powinnaś sobie przypomnieć wszystko sama - powiedział, a ja nie zastanawiałam się nawet nad wagą jego słów, bo powiedział kochanie, a ja poczułam się cholernie wyjątkowo. Choć dla niego było to pewnie coś w rodzaju przyjacielskiego przezwiska, bo wypowiadał je z taką łatwością, jakbym była do tego przyzwyczajona, albo jakby naprawdę mnie kochał. Wtuliłam się w niego bardziej i oparłam głowę na jego torsie.
- Jesteś zmęczona? - mruknęłam tylko pod nosem, ponieważ byłam już na w pół w śnie i poczułam tylko jak przenosi mnie wyżej na łóżko i kładzie się obok mnie. Powieki stawały się coraz cięższe i nie kontrolowałam już czy jestem w świecie czy w śnie.
- Kiedyś będę zasypiał tak codziennie obok ciebie księżniczko. Obiecuję.

--------------------------------

Nie będę nic tu pisać, bo zawaliłam, cholernie zawaliłam, nie wiem czy ktoś tu jeszcze pozostał, jeżeli tak to miło by było żebyście zostawili po sobie komentarz. 20?

czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 37


" I choć dla innych mogło by się wydawać do niezręczne, ja zatęskniłem za tym spojrzeniem na tyle długo, że teraz mógłbym być przeszywany wzrokiem do końca życia."



*2 tygodnie później*

*oczami Niall'a*

- Jesteś gotowa na powrót, księżniczko? - spytałem spoglądając na jaj twarz. Na jej buzi pojawił się jednoznaczny grymas. - Przepraszam, zapomniałem.
- Zawsze nazywałeś mnie księżniczką? - spytała siadając na łóżku szpitalnym obok mnie.
- Nie zawsze, ale lubiłem.
- Czy ja.. czy ja też to lubiłam? - spytała. Była tak niewinna i zupełnie bezbronna w tym świecie. Wydawało by się jakby ktoś ją postawił na innym terenie, w zupełnie obcym środowisku.
Bo dla niej pewnie tak było.
- Tak, myślę, że tak - zaśmiałem się. - Różnie się nazywaliśmy - powiedziałem wykrzywiając uśmiech. Nie zawsze były to miłe przezwiska - dla innych. Dla nas po mimo tego, że czysto teoretycznie były to obelgi, praktycznie my wyrażaliśmy tym swoją sympatię. Coś w stylu tajnych kodów.
- Byliśmy ze sobą?
- Słucham?
- Czy my byliśmy parą?
Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo chciałbym odpowiedzieć tak.
- Nie - odparłem krótko. - Pakujemy się?
- Dlaczego wydaje mi się, że z tobą byłam najbliżej? Czemu mam wrażenie, że byliśmy razem? Kłamiesz?
Moje serce wcale nie skacze, a brzuch nie obraca się w setnym koziołku.
- Nie, nie kłamie, nie był  bym w stanie cię okłamać - odparłem.
- Możesz mi coś jeszcze opowiedzieć, o mnie, o was, o moim życiu? - spytała patrząc na mnie proszącym wzrokiem.
Nie. nie mogę.
Nawet gdybym chciał, nie mogę i być może nawet nie chcę. Musiałem się słuchać zaleceń lekarzy, a jednym z nich był zakaz przypominania jej czegokolwiek. Powinno to samo do niej dotrzeć. Choć nie rozumiałem jego logiki, to zupełnie się podporządkowałem, bo jasne było, że liczyło się żeby jak najszybciej wróciła do nas z pełną pamięcią. Bo za tym, nie chciałem zobaczyć jej ponownie płaczącej.
- Musimy iść już się wypisać - odparłem.
- Opowiesz mi w domu? - spytała, biorąc do ręki swoją torbę i założyła ją przed ramie.
Nigdy nie nosiła torby. Chwyciłem jej walizkę i otworzyłem jej drzwi. Wyszła cały czas na mnie spoglądając. Jej wzrok dosłownie przenikał mnie na wskroś. I choć dla innych mogło by się wydawać do niezręczne, ja zatęskniłem za tym spojrzeniem na tyle długo, że teraz mógłbym być przeszywany wzrokiem do końca życia.
- Opowiesz? - dopiero wtedy zorientowałem się, że ona dalej oczekuję mojej odpowiedzi.
- Tak.
Skłamałem.


--------------------------------------------------

- Jesteśmy! - krzyknąłem wjeżdżając walizką do pokoju. Chłopacy zebrali się w pomieszczeniu witając Natalię. Spojrzała na mnie lekko przerażonym wzrokiem. Wiedziałem, że czuła się tak jakby nikogo oprócz Liam'a tu nie znała. Uśmiechnęła się lekko odpowiadając zwykłe 'cześć'
Wspominałem jak bardzo tęskniłem za jej specyficznym uśmiechem? 
- Natalia - powiedziałem cicho pokazując jej kuchnie, przytaknęła głową, a ja ruszyłem w stronę wskazanego pokoju. Odpowiadała na typowe pytania w stylu 'jak się czujesz' 'potrzebujesz czegoś?' I myślę, że nie potrzebowała tych pytań, a wręcz przeciwnie, chciała się od nich uwolnić.
- Jesteś głodna? - spytałem, widząc, że wchodzi do kuchni.
- Tak w sumie tak. - i choć bardzo cieszyłem się, że odpowiedziała twierdząco, coś mnie zatkało. Zawsze jadła mało, nie chciała jeść, trzeba było ją zmuszać. I tak nagle kiedy zapominała okresu związanego z nami zaczęła być głodna? Pokręciłem z głową odtrącając wszelkie myśli.
To przecież nie możliwe, żeby któryś z nas wywołał u niej potrzebę odchudzania się. 
- Na co masz ochotę? - spytałem. Obchodziłem się z nią trochę jak z jajkiem, bałem się, że powiem, coś nie tak, że zrobię nieodpowiedni ruch.
Przez te dwa tygodnie, które w porównaniu do tych dziesiątek dni minęły bardzo szybko, Natalia rzadko się odzywała. Myślę, a nawet jestem pewien, że potrzebowała poukładać sobie to wszystko. W końcu nie codziennie zapomina się części swojego życia.
- Naleśniki - odparła siadając na stołku. - Ten chłopak w loczkach, jak ma na imię?- spytała a ja znieruchomiałem.
- Harry.
- Jest dziwny - wykrzywiła swój uśmiech. Nagle jakby kamień spadł mi z serca, odetchnąłem. I być może jestem wredny, ale tak cholernie się ucieszyłem z tego co powiedziała.
- Twoje pierwsze wrażenie było inne - wymsknęło mi się. - Z nutellą?
- Um, tak poproszę.
Boże, tęsknie za jej wredotą. 
- Uprzedzam nie jestem w tym dobry. - posłałem jej uśmiech, a ona odwzajemniła gest.
- Nie ważne, um Niall?
- Tak? - spytałem nie odrywając wzroku od swojej roboty. Mieszałem jajka z mlekiem, wodą, mąką i starałem się, żeby wszystko się spoiło ze sobą.
- Bo um, jak spałam, to um przychodziłeś do mnie i ..
- Słyszałaś? - zatrzymałem się w bezruchu. Ale po chwili stwierdziłem, że nie powinienem dawać żadnych podejrzeń i trzęsącymi się rękami próbowałem dokończyć to co zacząłem.
- Nie, znaczy wiedziałam, że mówiłeś, ale nie wiedziałam co i um..
- O czym gadacie? - usłyszałem głos Zayn'a i uśmiechnąłem się z ulgą, że przerwał nerwową rozmowę.
- O naleśnikach - odparłem bez namysłu, wskazując na patelnie. Uśmiechnęła się potakując. Ja również się uśmiechnąłem, bo przecież to tak działało, to tak powinno działać. Ponieważ każdego razu kiedy ona wykrzywia swoje usta w subtelny uśmiech ja robię to samo. To jak mechanizm i nie da się go zepsuć.
Mimo wszystko nie chcę nigdy by to się zmieniło. 

*oczami Natalii*

Uśmiechałem się. Coś w Niall'u sprawiało, że  robiłam to automatycznie. Nie wiedziałam dlaczego i być może nie chciałam wiedzieć. Nie przeszkadzało mi to, jego obecność była kojąca i skłamałabym gdybym powiedziała, że go zupełnie nie pamiętam. Bo wiem, że był przy mnie, nie wiem skąd. Ale mam pewność, że jest kimś z mojego życia, że był w nim przez ten czas którego już nie mam w głowie.
Przede mną znalazła się duża porcja naleśników.
- Mówiłeś, że źle gotujesz. - odezwałam się spoglądając na moją porcje, która nie wyglądała tak tragicznie.
- Nie oceniaj książki po okładce. - spojrzałam na niego lekko przerażonym wzrokiem. Potrzebowałam trochę czasu, żeby go całkiem rozgryźć.
- Spokojnie, wszystko, co dodałem jest jadalne! - odrzekł śmiejąc się, a do niego dołączył Zayn. I przysięgam, że mogłabym przyrzec, że słyszałam już gdzieś ten specyficzny dźwięk.
Zjadłam połowę tego co miałam na talerzu i więcej nie byłam w stanie w siebie wmusić.
- W końcu zjadłaś tyle ile powinnaś - usłyszałam głos Zayn'a.
- A ile wcześniej jadłam? - łapałam się za każda deskę w postaci słów jaką wypowiadali, by tylko dowiedzieć się wszystkiego o samej sobie. To było strasznie frustrujące, bo nie znałam siebie, nie znałam teraźniejszej siebie.
- Cóż właściwie, prawie nic nie jadłaś, kiedyś .. - zaczął Malik, ale Liam wkroczył do pokoju przekrzykując go. Byłam przekonana, że zrobił to specjalnie. Bo choć nie znałam siebie, znałam Payne'a i jego specyficzne zachowania. Przemilczałam sytuacje. Czułam się strasznie głupio pytając ich o wszystko, bo przecież naturalnie wiedziałabym wszystko.
- Czy ja mam jakiś telefon? Chciałbym zadzwonić do Samanty - odparłam poprawiając się na krześle.
Chłopacy spojrzeli się po sobie. Nienawidziłam tego, że porozumiewali się bez słów, ale wiedziałam, że mina mojego kuzyna nie wskazuję na nic dobrego.
- O co chodzi? - spytałam, ponieważ nie doczekałam się odpowiedzi od żadnego z nich. Myśl, że kiedyś byłam z nimi na tyle blisko, że też rozumiałam ich te wszystkie sekretne spojrzenia i znaki przerażała mnie. Wychodziło by na to, że straciłam spory okres czasu.
Nie straciłam, zapomniałam.
- Ktoś mi powie co się dzieję? - podniosłam swój ton głosu. - Mogę swój telefon?
- Nie masz.
Cóż, nie potrzebnie się akurat ty odezwałaś Liam.- Kłamiesz - prychnęłam. I sama nie wiem czemu, wpadłam w furię, miałam ochotę wszystko rozwalić i zniszczyć. Nie była to potrzeba którą mogłam stłumić, potrzebowałam tego. Wrzeszczałam, motałam się i wszystko tylko po to by uświadomić sobie coś.
Jestem psychiczna. 



niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 36


"Pieprzyć to, jestem cholernie szczęśliwy i tak wejdę."


*oczami Harr'ego*

- Przeżyła? - przełknąłem głośno ślinę spoglądając na Niall'a.
- Tak - udzielił krótkiej odpowiedzi kierując się w stronę wyjścia. Kamień spadł mi z serca tym samym wyrównując mi oddech. Żyje. Szybkim ruchem ręki zatrzymałem go obracając w swoją stronę, tak że znalazł się naprzeciwko mnie.
- Możemy pogadać? - spytałem rozpoczynając kolejną próbę dogadania się z farbowanym blondynem.
- Nie mam czasu. - stwierdził błądząc wzrokiem po pomieszczeniu. Całkowicie nieobecny.
- A no co masz czas? Na siedzenie i użalanie się?




- Zejdź ze mnie, nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
- A masz ochotę z kimkolwiek rozmawiać? To chyba cud, że wymieniłeś ze mną parę słów! - Wydarłem się obarczając go.
- Odwal się Styles. Po co się na mnie wyżywasz?! Martw się o Natalię! - Również poniósł ton głosu i tym razem ominął mnie z pozytywnym rezultatem. Chwilę później byłem sam w pokoju, zastanawiając się jak do niego dotrzeć. Miałem dość nieudanych prób. Odechciało mi się wyrozumiałości. Wszystko ma swoje granice. Chciałem, żeby było jak dawniej, ale jak może tak być, kiedy brakuje nam jednej osoby w tej układance? Wydaję mi się że ona napędzała to wszystko, a teraz? Kto nas zmotywuję? Kto nam przypomni, że jesteśmy rodziną?

*oczami Liam'a*

Usłyszałem dzwonek swojego telefonu i szybko wcisnąłem jednym ruchem ręki zieloną słuchawkę.
- Słucham? - zacząłem typowo rozmowę czekając kto odezwie się po drugiej stronie. Nigdy nie zwracałem uwagi na to kto dzwoni, więc rozmówca był tak jakby 'niespodzianką'. Być może robiłem tak z przyzwyczajenia, ale polubiłem to 'Zgadnij kto to'.
- Liam?
- Daniell? - odpowiedziałem pytanie na pytanie. Wyprostowałem się na kanapie czekając, aż moja dziewczyna się odezwie. - Coś się stało? - spytałem w końcu zniecierpliwiony brakiem odpowiedzi.
- Liam..ja..
- Kochanie, nie strasz mnie! Co się stało? - Moje zaciekawienie zamieniło się w zdenerwowanie. Czułem, że zaraz  dowiem się czegoś złego? Specyficzny ton głosu dał mi znak ostrzegawczy i zapalił czerwona lampkę 'coś jest nie tak'
- Nie wiem czy powinnam ci to mówić, przepraszam - głośny wybuch płaczu.
- Daniell słyszysz mnie? Musisz mi powiedzieć! O co chodzi?! Zaraz będę - chciałem się rozłączyć i jak najszybciej znaleźć pod jej domem, jednak jej głos mnie zatrzymał.
- Nie ma mnie w domu - usłyszałem odpowiedź. I tak jakoś w tym momencie w mojej głowie pojawiły się zdarzenia z nią w roli głównej i zacząłem się zastanawiać jak ja przeżyje bez wspólnie spędzonych z nią chwil.




- Gdzie jesteś?!
- Liam nie szukaj mnie, tak będzie lepiej. Odezwę się obiecuję. - Głośne pikanie w słuchawce dało mi znak, że Paezer się rozłączyła. Rzuciłem telefonem o ścianę, sprawiając tym samym, że roztrzaskał się na miliony kawałeczków. Miałem świadomość, że ją zaniedbałem. Myślałem, że rozumie. Jak miałem to odebrać? Rzuciła mnie? Tak po prostu bez wyjaśnienia? Bez cholernego powiedzenia czemu?! Będzie lepiej? Jak mam to uratować? Jak mam się dowiedzieć o co chodzi? Tysiące pytań krążyło po mojej głowie, a odpowiedź na nie znała tylko ona.






*oczami Niall'a*

Siedziałem przy jej łóżku delikatnie gładząc ręką po jej policzku. Jej stan się ustabilizował, a ja mogłem odetchnąć z ulgą i pogratulować samemu sobie, że zachowałem zimną krew w sytuacji jaka miała miejsce całkiem niedawno. Uśmiechnąłem się lekko, dokładnie nie wiedzące czemu. Przyśpieszone pikanie zbiło mnie z tropu. Znów pokierowałem się w kierunku dyżurki z której ściągnęłam jednego lekarza. Jak na złość kazał mi poczekać przed salą zatrzaskując uprzednio drzwi. Naczekałem się przed salą ponad 2 godziny, zastanawiając się co na tyle poważnego się stało, że nie mogłem zostać o tym poinformowany. Cały w nerwach stałem przekładając nogę na nogę i jak to mam w zwyczaju obgryzając paznokcie. Nienawidziłem czekać, a chyba rzeczą jasną był fakt, że czekanie na informacje od lekarza czy moje powietrze żyję mnie zbijał. Choć tym razem byłem bardziej spokojny, myśl, że to naprawdę coś tragicznego - śmierć przeszłą mi tylko raz przez myśl. Sam do końca nie wiedziałem czemu. Ale mój spokój coraz bardziej wydawał mi się nie na miejscu i zupełnie dziwaczny.
- Jest pan jej rodziną? - w końcu usłyszałem głos.
- Coś się stało? - Spytałem podchodząc do niego bliżej. Dopiero wtedy ciśnienie mi podskoczyło. Wtedy kiedy miałem się dowiedzieć co tak naprawdę się stało.
Nie powiadomiłem chłopców.
Ups. 
- Wszystko w porządku, nawet lepiej. Obudziła się. - Usłyszałem z jego ust.. Otworzyłem szeroko oczy.






- Pan żartuję? - spytałem zszokowany. Wydawało mi się jakby mój podbródek całkowicie opadł na ziemie. Nie wiele myśląc przytuliłem go, następnie lekko odpychając i kierując się do drzwi. W ostatniej chwili się zatrzymałem.
- Mogę wejść? - wydawało by się to nie uprzejme gdybym nie spytał, ale w sumie.
Pieprzyć to, jestem cholernie szczęśliwy i tak wejdę. 
- Jasne - pokiwał z dezaprobatą. Zapewne wyglądałem jak małe dziecko, które dostało stos zabawek pod choinkę. I przecież to jasne, że zdawałem sobie sprawę, że to niedojrzałe nieodpowiednie i takie tam, ale w tym momencie byłem zbyt szczęśliwy by zważać na opinie innych ludzi. Otworzyłem szybko drzwi podbiegając do szpitalnego łóżka. Widok jej z otwartymi oczami i siedzącej na łóżku zwalił mnie z nóg. Marzenia stały się rzeczywistością. I to w każdym sensie tego zwrotu.
- Natalia! Nareszcie! - krzyknąłem przytulając ją do siebie jak najmocniej mogłem. Niestety nie poczułem jej rąk opatulających moje ciało, ani żadnego odruchu który był by odwzajemnieniem mojego gestu.
Cóż, być może się przeliczyłem.
Zamiast tego jej dwie ręce delikatnie mnie odepchnęły raniąc tym samym mnie i sprawiając, że moje serce rozlatuję się na miliony, bądź miliardy małych kawałeczków. Po mimo wszystko miło było poczuć jej dotyk na mojej skórze. Poczułem się dziwnie i desperacko. Lekko odsunąłem się od dziewczyny, by zobaczyć jej przestraszone oczy.
Czy ona się mnie bała?
- Kim jesteś?
Wtedy tak nagle wszystko stało się jasne.
Nie pamiętała mnie.




wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 35



"Czemu oni się tak mną przejmowali?"


*oczami Natalii*

Przetarłam oczy rękami, nie miałam zielonego pojęcia gdzie się obecnie znajduję. Rozejrzałam się wokół siebie, nie znajdując jakiego kolwiek przedmiotu, czy oznaki życia.  Zachłysnęłam się własną śliną, gdy zobaczyłam, że moje ciało leży praktycznie przede mną na białej pościeli. Jak to możliwe, że byłam wstanie obserwować własną osobę, jak serial w telewizji? Do sali weszło czterech chłopaków, jednak byłam przekonana, że żadnego z nich nie znam. Przecież to Liam idiotko. Skarciłam się w myślach, za to, ze nie potrafiłam rozpoznać własnego kuzyna. Wydoroślał, zmienił się. Nie pamiętam kiedy go ostatnio widziałam! Wydaje mi się, że spotkaliśmy się przypadkowo, na ulicy. Miał trasę koncertową, dokładnie tak było. Potrząsnęłam głową znów obarczając się, że nie zorientowałam się kim są pozostali. Niall? Zayn? i Louis! Zespół One Direction, światowej sławy. Chyba brakuję Harr'ego?
- Mam dość! - usłyszałam głos Zayn'a. Tak mi się przynajmniej wydawało, przecież nie mogłam być pewna. Słyszałam go pierwszy raz w życiu. Dźwięki perfekcyjnie dochodziły do moich uszu. Zadrżałam. Gdzie ja właściwie jestem?




- Cicho - powiedział spokojnie mój kuzyn kładąc rękę na ustach. Zgiął ją w łokciu, by po chwili móc na niej oprzeć swoją głowę.
- I co to zmieni?! I tak jej to nie obudzi! - ponownie uniósł swój głos. Spuściłam powieki, jednak obraz przed moimi oczami nie znikał. Zakrywałam widok rękami, co również nic nie dawało. Tak jakbym była skazana na oglądanie tego. Umarłam? Uszczypnęłam się lekko w skórę, nie czułam nic. Jedyne co mogłam to być biernym słuchaczem i oglądać to wszystko.
- Przestań! Co ci to kurwa da, że się będziesz wydzierał? - Louis? Tak zdecydowanie to był Tomlinson. Odwróciłam wzrok. Blondyn bez słowa, jakby omijając ich kłótnie podszedł do mnie i usiadł na krzesełku obok łóżka. Chwycił mnie za rękę, drugą natomiast delikatnie głaskał mnie po głowie. Nie czułam tego, ale widziałam. Był całkowicie odłączony od reszty. Dlaczego to robił?
- Nic mi nie da, w ogóle nic, nic nie daje. - Mulat złagodził ton głosu i opadł bezwładnie na krzesło stojące tuż za nim. Schował twarz w dłonie. Czemu oni się tak mną przejmowali? 





- Wow, nasz badboy się załamał - spojrzał na niego Louis. Próbował powiedzieć to żartobliwym tonem, rezultat był jednak zupełnie inny. Podszedł do niego i objął ramieniem. - Będzie dobrze.
- Louis, naprawdę w to wierzysz? - Payne wstał ze swojego siedziska i nerwowo zaczął zataczać kółka wokół sali - Naprawdę w to wierzycie? Minął już cholerny miesiąc nic się nie zmienia, nic!  Leży jak roślinka, gdyby nie te głupie kabelki, już by jej tu nie było - szepnął.
- Oczywiście, że wierze i ty też wierzysz, tylko się uspokój. - Nie znałam go, ale miałam ochotę się podnieść z tego łóżka podejść do niego, przytulić i powiedzieć, ze ma racje. Podziękować, że wspiera mojego kuzyna. Chciałam po prostu wstać i powiedzieć, że ze mną wszystko gra, dowiedzieć się do się stało i czemu oni się tak o mnie martwią. Miałam milion pytań na sekundę, a sama nie potrafiłam znaleźć na nie odpowiedzi. Byłam na totalnym pustkowi z telewizorem. Tak się przynajmniej czułam. Niall nadal nie przerywał swojej czynności. Po co chwila coś do mnie szeptał. Nie byłam w stanie wychwycić tych wyrazów, ale jego ton głosu był taki ciepły, że od razu poczułam się lepiej. Był taki opanowany i spokojny. Powinnam być wystraszona, że obcy chłopak trzyma mnie za rękę, ale w tym momencie nie przeszkadzało mi to. Nawet nie miałam pewności czy to nie jakiś cholerny sen. Po mimo wszystko jego dotyk był taki łagodny, mogłam go sobie wyobrazić jakbym kiedykolwiek już wcześniej go czuła. Nie czułam, prawda?
Do pomieszczenia wpadł chłopak w loczkach. Zaginiony członek zespołu One Direction, jeśli się nie mylę. Harry? 
- Płakałeś? - spytał Louis przekręcając jego głowę w swoją stronę i uważnie oglądając jego twarz.
- Niall, możemy pogadać? - spytał Loczek nie zwracając uwagi na słowa i czynności wykonywane przez Louis'a. Niall jednak nie odpowiedział nic, nadal tkwił w miejscu, był wpatrzony we mnie,  a może lepiej powiedzieć,  w moje ciało?  - Niall! - krzyknął, pewnie gdybym miała taką możliwość na moim ciele pojawiły by się dreszcze.
- Cicho - blondyn uciszył go ruchem ręki. Odezwał się pierwszy raz odkąd tą całą scenę oglądałam. Ten głos wydawał mi się taki z znajomy, że aż sama zwątpiłam czy kuzyn mnie już z nimi wcześniej nie poznał. Nie to nie możliwe, pamiętałbym. 
- Niall!
- Co ty odpierdalasz? Usiądź i się uspokój! - Louis pociągnął Harr'ego za rękę tak, że ten wylądował na siedzeniu obok.
- Nie rozumiesz, że musze porozmawiać z Horan'em, nie dociera to do ciebie?
- Masz jakiś problem, stary? - wtrącił się Zayn.
- Moim problemem jest to, że nie mogę porozmawiać z Niall'em - odwarknął zakładając ręce na piersi. Mulat obdarzył go wrogim spojrzeniem i pokręcił głową z dezaprobatą. Harry umilkł opierając się o tylną część krzesła. Jago wyraz twarzy diametralnie się zmienił. Spojrzał na Louis'a przepraszająco i zamknął oczy, po prostu odłączając się od świata.




Najbardziej jednak zdziwiło mnie zachowanie Niall'a. Spokojnie i bez żadnych emocji nadal spoczywał na krzesełku obok mojego łóżka. Przecież nie możliwe, żeby nieznajomy tak przeżywał to, że leże na białej pościeli.  






Spojrzałam na swoje dłonie. Wydawało mi się, że stawały się coraz bardziej przezroczyste. Nie słyszałam już tak perfekcyjnie dźwięków dochodzących zewnątrz. Zastępowało je głośne buczenie i pikanie jakiegoś przedmiotu. Zdezoriętowana rozglądałam się na około i patrzyłam jak cała pustka przestrzeń wypełnia się czarnym dymem, a ja znikam. Tak po prostu wszystko się zamazuję i czarni. Czarna dziura.

*oczami Niall'a*


Usłyszałem głośne pikanie lekarskiego przedmiotu. Przestraszony podniosłem się z siedzenia i wybiegłem na korytarz w poszukiwaniu pomocy lekarskiej. Chłopcy zdezoriętowani nie wiedzieli co mają ze sobą zrobić. Sam nie miałem pojęcia jak udało mi się tak szybko zareagować. Po chwili cała opieka medyczna wchodziła do jej pokoju. Uzbrojeni w wszelkiego rodzaju sprzęty zaczęli działać. Jej kruche ciało unosiło się za każdym razem gdy lekarze przykładali jej defibratory. Chciałem jej pomóc znalazłem się blisko jej posłania, chciałem złapać ją za rękę. Pielęgniarka starała się odciągnąć mnie od jej łóżka na wszelkie sposoby, jednak je nie ustępowałem. Stałem tam wpatrując się w jej bladą jak ściana twarz i modląc żeby przeżyła. W amoku wciąż powtarzałem jej imię w nadziei, że wstanie i jak gdyby nigdy nic mi odpowie. Otworzy swoje piękne oczy i zaszczyci mnie swoim spojrzeniem. Słyszałem tylko stłumione słowa lekarz, które wymieniani między sobą. Stwierdzili, że trwa to już długo, jednak próbowali dalej. Dla nich to było długo, dla mnie trwało to wieczność.


sobota, 3 maja 2014

Rozdział 34


"Because I love her to the moon and back."

'miesiąc później'

*oczami Harr'ego*

            Nie pamiętam kiedy ostatnio coś jadł, nie pamiętam kiedy w ogóle zajrzał do białej lodówki w głębi kuchni. Brak jedzenia, nie był by taki tragiczny, gdyby to nie chodziło właśnie o niego. Jeżeli mógł ożeniłby się z zawartością kuchennego mebla, jak więc możliwe, że nie tyka nawet grama od miesiąca? Sam dokładnie nie znam odpowiedzi na to pytanie. Znikał w oczach. Żaden makijaż, photoshop nie potrafił już tego za retuszować. Z dnia na dzień, trudniej mu zakładać tą maskę. Widzę jak wymusza uśmiech, jak w ukryciu wyciera łzy. Nie tylko ja to jestem w stanie zauważyć. Na początku, doskonale maskował wszystko, dawał pozory, a ludzie łykali, nie tyle co szybko, ale z wiarą. Directioners nie odpuszczały. Zazwyczaj potrafiły dostrzec nawet głupie zmęczenie na naszych twarzach, więc nie byłem zdziwiony kiedy zauważyły, że praktycznie nie ma połowy Niall'a. Nie zwracając uwagi na jego figurę, która dramatycznie się zmieniła, wydawał się być okey przed kamerami i setką ludzi w pomieszczeniu. Niall promieniejesz. Zastanawiałem się czego ludzie nie zrobią, nie powiedzą, żeby uzyskać sympatie? Niall nie promieniał, staczał się i był coraz bliżej totalnej porażki. Nie robił głupich rzeczy by odreagować, prawie w ogóle nic nie robił. Co dla mnie wydawało się jeszcze gorszym rozwiązaniem. Zatrzymał się w pewnym etapie i stanął. Siedział w pokoju, po co chwila zapisując coś w kremowym notesiku. Nie pozwalał nikomu go przeczytać. Brał go wszędzie ze sobą, choć nigdy nawet nie próbowaliśmy go tknąć. Jedyną osobą, z którą zamienił dość dużą ilość zdań był Zayn. Do dzisiaj nie dowiedzieliśmy się o czym była ich rozmowa. Malik wymigiwał się od jakiejkolwiek wypowiedzi, co dla nas było kompletną głupotą, bo przecież próbowaliśmy tylko pomóc. Oczywiście każdy był przyciszony, załamany. Każdy w jakimś tam stopniu przeżywał to co się właśnie działo. Nie jakimś tylko wielkim stopniu.  Tylko właśnie u 'promienistego' blondasa było to najbardziej zauważalne. Chłopak, który zawsze niósł ze sobą uśmiech i ewidentnie wyróżniał się z ponurego świata był teraz wrakiem człowieka i dołączył do grupy współczesnych nastolatków. Zmienił się nie do poznania. Dla ludzi z zewnątrz mogła by to być tylko sama figura, my jednak widzieliśmy więcej. Mogliśmy szerzej wypowiedzieć się na ten temat i chyba dla tego o tym myślę.             




                   Odreagowywaliśmy na swój sposób. Niall nie jadł zamykał się w pokoju, praktycznie go nie było. Liam był kłębkiem nerwów, wyjeżdżał cały czas z domu, wracał, krzyczał, histeryzował i na nowo. Nie wytrzymywał psychicznie z powodu Natalii i Niall'a. Nadal zachowywał się jak tata zespołu, tylko, że teraz rolę były ruchliwe i się zamieniały. Payne nie był w stanie podtrzymywać nas na duchu, kiedy sam ledwo stąpał po ziemi. Louis? Zbliżyliśmy się do siebie i gdyby nie cała sytuacja, moglibyśmy uznać, że jest identycznie jak kiedyś. Widziałem go parę razy z papierosem w ręku. Zdziwiony tłumaczyłem sobie, że to chwilowe, tak naprawdę miałem nadzieje, że nie zatraci się w nałogu. Zayn no cóż, udaje wielkiego twardziela, nie rozsypał się przed nami, ale to jest jasne, że nawet badboy'owi zdarzy się płakać. Nie oszukujmy się każdy ma uczucia, a ukrywanie i duszenie ich w sobie jest jeszcze gorsze. Ja? Trzymam się. Parę razy sięgałem do alkoholu, nie jestem z tego powodu dumny. Kto by był? Zazwyczaj w ten sposób próbowałem zatopić smutki, ale z uwagi na to, że próbowałem także pokazać jak bardzo mi zależy na przyjaciołach ograniczałem się.
            Żyjemy - przecież musimy. Nie powinno to tak wyglądać, to jasne. Ale chyba żaden z nas nie potrafi tego inaczej rozegrać.
- Harry! - usłyszałem głośny krzyk, co automatycznie oderwało mnie od moich przemyśleń.
- Co? - odkrzyknąłem równie głośno.
 - Jedziemy do szpitala jedziesz z nami? - w moich drzwiach pojawiła się sylwetka Louis'a. Potargane włosy, spodnie dresowe, pognieciona na wszystkie możliwe strony koszulka idealne oddawały powagę sytuacji w której się znajdywaliśmy.
- Jasne - odpowiedziałem cicho, lekko się uśmiechając. Wszyscy wymuszaliśmy uśmiechy, by umilić sobie atmosferę. W rezultacie wyglądało to tak, że była jeszcze bardziej napięta. Zeskoczyłem z łóżka podążając za przyjacielem. 
            W moich przemyśleniach zapomniałem o najważniejszym. Zapomniałem o najważniejszej osobie, o Natalii. 'To wszystko przez nią' raczej jest złym określeniem. Ale to właśnie ona była powodem naszych zmartwień. Nie jest to raczej dziwne, że przejmujemy się osobą bliską, która leży jak roślina na białym prześcieradle w szpitalu. Byliśmy szczęśliwi, że w ogóle przeżyła. Lekarze zapewniali, że to największy cud jaki dotąd widzieli. Nie wiem czy nie mówili tego tylko po to by nas podnieść na duchu. Od miesiąca, który wybija równo dzisiaj nic się nie zmienia. Monotonne dni coraz bardziej nas przyduszają. Najgorszą z możliwych rzeczy jest chyba to, że nie potrafimy tego pogodzić z pracą. Jest to w pewnym sensie odskocznia, ale choć byśmy się nie wiadomo jak starali nie możliwe jest żebyśmy nie myśleli o niej przez ten czas. Urywamy się jak najszybciej możemy i pędzimy do szpitala, gdzie spędzamy przy jej łóżku parę bitych godzin. I tak w kółko. Napędzamy błędne koło, modląc się o to by dała jakikolwiek znak życia. 






            Wsiadłem do samochodu zapinając pasy. Od momentu wypadku, choć był on samolotowy zwracam uwagę na wszystkie detale bezpieczeństwa. Być może to dziwne, ale nie zniósł bym gdyby któremuś z nas coś jeszcze się stało. Z jednej strony otworzyło mi to oczy, z drugiej sprawiło, że serce rozpadło się na tysiące kawałeczków. Chyba nie muszę mówić, że wolałbym być z nią dalej pokłócony, niż patrzeć na jej bladą, nie wyrażającą żadnych emocji twarz i ciało bezwładnie leżące na białym prześcieradle.
- Harry, wychodzimy - poczułem szturchnięcie, które sprawiło, że wróciłem do rzeczywistości. Spojrzałem na wykonawcę tego czynu. Zayn znów lekko pociągnął mnie za rękę. - Bujasz w obłokach, stary - stwierdził.
-Muszę się ogarnąć, zaraz do Was dołączę, okey? - Spytałem mówiąc zgodnie z prawdą.
- Jasne nie ma sprawy - odparł zrozumiale zamykając drzwi od samochodu. Westchnąłem patrząc jak czwórka przyjaciół oddala się w stronę szpitala. Przerażającego budynku, który wypełniony jest przez tysiące chorych osób, może i nawet śmiertelnie. Ściany tej budowli słyszały więcej szczerych i błagających modlitw niż kościoła. 
            Odwróciłem głowę w lewą stronę. Mój wzrok dostrzegł na tylnim siedzeniu specyficzny kremowy notesik. Na okładce wielkimi literami widniał napis "Niall's Diary"   Nie musiałem się wiec domyślać, że to właśnie ten owy przedmiot, który próbuje przed nami wszystkim ukryć. Wyciągnąłem rękę w jego stronę. Nie dotykaj tego! W mojej głowie pojawił się nie znany mi dotąd Głos. Potrząsnąłem głową, tłumacząc sobie, że to z przemęczenia. Dochodzi coś do ciebie, idioto? To jego prywatna rzecz! Głos zdecydowanie nie dawał za wygraną. Może ja wariuje? Ja właściwie to bym radził zajrzeć. Spójrz, dowiesz się do mu jest i będziesz w stanie mu pomóc, czy to nie najlepszy argument? Ten Głos zdecydowanie różnił się od poprzedniego. Nie tyle co inną tonacją, a zdaniem, które jakby nie było - było przeciwne. Jakiś jebany aniołek i diabełek?  Nie słuchaj go! Niall się wkurzy zdenerwuję i pogorszysz sprawę. On ma prawo mieć swoje sekrety ty też je masz! Zdecydowanie przekonała mnie ta wypowiedź. Oddaliłem rękę od pamiętnika i przeniosłem na srebrną klamkę. Stój! Czy nie ważniejsze jest pomóc przyjacielowi? Zawiodłeś go, teraz masz szanse mu to wynagrodzić. - Spierdalać! - warknąłem, jakby do siebie. Co mnie zdziwiło, pomogło. Żaden z Głosów nie pisnął nawet w mojej głowie. Westchnąłem przeciągle, zastanawiając się kto ma racje. W ostateczności chwyciłem prostokątną rzecz. Otworzyłem na losowej stronie zagłębiając się w słowach tekstu. 


01.05.2013 rok

Dzisiaj zdecydowanie wygląda piękniej, prawda? Z dnia na dzień jest coraz ładniejsza, no przecież! Szczerze nienawidzę uczucia jakim ją darze. Jest to połączenie miłości z nienawiścią. Kocham ją za to, że jest sobą, za te jej wady, które ją tworzą, a jednocześnie nienawidzę jej za to, że znów wybrała jego. Pomimo tego, że ją krzywdzi. Nienawidzę też tego uczucia, że nigdy nie będzie moja, bo przecież nigdy się nie dowie jak mocnym ją darze uczuciem. Być może zakochała się w nim tak mocno jak ja w niej? Wtedy wychodziło by na to, że będzie go kochała wiecznie. 

Wertowałem strony pamiętnika, nie zrozumiale patrząc się na treść. Nie miałem pojęcia o kogo chodzi, a już miałem ochotę ukarać faceta, który odebrał Niall'owi jego księżniczkę. Znów kilka stron do przodu.

04.06.2013 rok

Płaczę, płaczę z bezsilności. Płaczę, bo ona płacze. Płaczę, bo znów cierpi ,a przy okazji trochę przeze mnie. Nie do wiary, że tyle czasu minęło, a ona po mimo tylko zawodzeń na nim nadal z nim jest. Na każdym kroku ją olewa, a ona przyjmuje wszystko na klatę wierząc w każde jego słowo. Wiem jak naprawdę jest, ona nie. Muszę być solidarny. Nie mogę zawieść przyjaciela kosztem dziewczyny, która zawładnęła moim sercem. Choć z drugiej strony, rani ją tak bardzo, że odbija się to na mnie. Nie chcę wiecznie patrzeć jak wylewa łzy w poduszkę! Czuję, że zakochałem się w niej po wieki. Z jednej strony dobrze, że nikt o tym nie wie. 

Przejechałem po kartce palcami. Nie możliwe, żeby aż tak cierpiał. 

22.06.2013 rok

Jak mogłem dopuścić do tego, że ktoś się o tym dowiedział? Jak w ogóle Malik mógł się domyślić, jak? Byłem przekonany, ze idealnie maskuję zżerające mnie od środka uczucia. A jak powie komuś? Jak powie jej, chłopakom? Ufam ci Zayn, nie spieprz tego. 

Zayn wiedział, wiedział dokładnie co gnębi Niall'a. Ale dlaczego Horan ukrywał dziewczynę swoich marzeń? Dlaczego nie mógł, po prostu powiedzieć nam? Przecież pomógł bym! Ostatnia storna. Zadecydowałem, przechylając notes tak, że moim oczom ukazał się ostatni wpis.

02.08.2013 rok

To nie możliwe, że minął już miesiąc odkąd ona leży na tym pustym białym prześcieradle. Nie powinno jej tam być! Zamienił bym się z nią gdybym tylko był w stanie. W stanie ściągnąć z niej to cierpienie i ból. Codziennie ją odwiedzam w tym przebrzydłym szpitalu, patrzę jak powoli znika w oczach. Siedzę u niej całe dni. Chłopaki nie widzą jak co noc wymykam się z domu, by tylko spędzić z nią jeszcze więcej czasu. Przypuszczam, że gdyby wiedzieli przykuli by mnie kajdankami do fotela. Martwią się o mnie, zupełnie nie potrzebnie. Najważniejsze jest, żeby ona z tego wszyła. Opowiadam jej różnie historię o tym co się dzieję, co było mając nadzieję, że wszystko słyszy i koduję. Nigdy jednak nie odważyłem wyznać sie jej miłości, choć wiem, że leży nie przytomna. Jestem tchórzem, nie potrafię się wysłowić nawet do leżącego ciała. Nikt nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo chciałbym znów ujrzeć jej promienny uśmiech, albo chociaż pocieszyć po Styles'ie. 

Otwarłem oczy z niedowierzania. Przełknąłem głośno ślinę, przecież to nie możliwe, żeby Niall cierpiał przeze mnie. Żebym to ja był tym cholernym dupkiem.    

Obojętnie co, boże niech się tylko obudzi. Niech powie jakieś słowo, niech mnie wyzwie, niech mnie przytuli. Chcę tylko usłyszeć jej delikatny głos i poczuć, ze mam dla kogo żyć. No bo co ja mam robić jeszcze na tym świecie? Nie chcę martwić chłopaków i dobrze, że nie wiedzą. Ale gdybym miał pewność, że się nie obudzi już dawno by mnie tu nie było. Być może jestem za słaby psychicznie, ale nie umiem żyć bez osoby którą kocham. Nawet jedzenie nie sprawia mi przyjemności, żadna czynność mi jej nie sprawia. Wręcz przeciwnie, bo wiem, ze każdą z tych rzeczy mógłbym właśnie wykonywać z Natalią. Śmiejąc się przy tym nie miłosiernie i podziwiać jej urodę. Ile bym dał, żeby jej twarz znów promieniała, a oczy wypełnione były tymi specyficznymi iskierkami. Because I love her to the moon and back. Mam dość pisania tego pamiętnika, mam dość pisania piosenek o tym jak moja miłość, mnie nie dostrzega. O tym jak leży zupełnie pozbawiona życia. Proszę obudź się i zaszczyć mnie swoją obecnością, moja śpiąca królewno. 
                                 
Kilka łez spłynęło po moim policzku. Nie umiałem znaleźć odpowiedniego słowa na to co przeczytałem. Niemożliwe.  





  

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział 33


"Czy mam napisane na twarzy daj mi godziny męki i parę minut szczęścia?"



*Oczami Harr'ego*

- Muszę już iść, wracam od razu do Londynu - powiedziała delikatnym głosem, zerkając na swój zegarek.
- Jak to wracasz? - Spytałem nie zrozumiale - Znaczy, cieszę się! Ale myślałem, że aby cię ściągnąć będzie potrzebna co najmniej całą armia a tu takie, supraise? - zachichotała poprawiając swoje włosy.
- Chłopaki chyba nie zdążyli Ci powiedzieć, wtedy byś nie musiał nadrabiać tych zbędnych kilometrów - rzekła.
- Nie żałuje - odparłem stanowczo i dość pewnie. Pokazała swoje białe zęby tym samym wyrażając, zadowolenie. Nie powiem, dodało mi to pewności siebie. - Dla Ciebie wszystko - szepnąłem również się uśmiechając. Lekko się zarumieniła. Zdecydowanie lubiłem to, że jeszcze tak na nią działałem. Było to nie tyle co miłe, ale dzięki temu mogłem mieć pewność, że jej uczucia nie wygasły do końca. Styles, czemu ty się do cholery cieszysz?







- Przestań - powiedziała - przez Ciebie wyglądam jak pomidor! - krzyknęła oskarżycielsko, na tyle głośno, że wzrok kilku przypadkowych przechodni spadł na nas. Potrząsałem lekko głową. Odzyskałem ją?

*Oczami Niall*

- Hallo, Harry?
- Tak to ja! - odkrzyknął w słuchawce, na tyle głośno, że moje ucho dało o sobie znać. Z moich ust wydobył się cichy jęk, jednak szybko zastąpiłem go kolejną wypowiedzią.
- Jak tam, wracasz już? - spytałem przepełniony radością. Sam do końca nie wiedziałem dla czego zadzwoniłem do lokowatego przyjaciela. Być może miałem nadzieję, że stanie się mi równie bliski jak był kiedyś. A może po prostu miałem za dobry humor?
- Horan, coś się stało? - usłyszałem lekko zmartwiony głos w słuchawce. Dogłębnie przemyślałem sytuacje z Harry'm. Nie miałem zamiaru pomagać im się godzić, ani ponownie ich razem łączyć, ale to przecież nie oznaczało, że nie brakowało mi wygłupów Styles'a i długo godzinny rozmów z nim. Tworzyliśmy zgraną ekipę i jesteśmy ze sobą na dobre i na złe, więc czemu nie miał bym mu tego wybaczyć? Prawda była taka, że loczek najbardziej mi zalazł za skórę. Z wiadomych przyczyn. Wytrzymywaliśmy za długo w napiętej atmosferze.
- Nie, skąd taki pomysł? - odrzekłem, orientując się, że moje przemyślenia już trochę trwają.
- Dzwonisz spytać się czy wracam, co u mnie? - jego zdziwienie w głosie przyprawiło mnie o dreszcze. Naprawdę sądził, że będziemy się na niego gniewać wiecznie? Fakt był taki, że miałem taki plan. Przypuszczam, że było by o wiele łatwiej gdyby wiedział, że czuję coś do Natalii. Gdyby tylko miał świadomość, że martwię się o nią nie tylko jako przyjaciel.
- Tak. - odrzekłem krótko.
- Odzyskałem przyjaciela?
- Nigdy go nie straciłeś, po prostu był zły - zaśmiałem się tym samym rozluźniając nasze stosunki. - Wracasz już z Natalią? Widziałeś się z nią w ogóle?
- Tak, tak. Ona już poleciała, ja wsiadam w następny samolot.
- To dobrze - powiedziałem, a uśmiech na mojej twarzy jeszcze bardziej się rozszerzył.
- To znaczy, że teraz na nowo będzie "One Direction"? - spytał. Wiedziałem, że nie potrafi uwierzyć, że tak diametralnie zmieniliśmy zdanie. Przyzwyczaił się już do tego, że jest "on i my".
- Tak!
- Wiesz? Tęskniłem.
- Wracaj, pogadamy w domu. - westchnął, w jakimś tak stopniu wiedziałem, że oczekiwał innej odpowiedzi.
- Pa.
- Harry?
- No
- My też tęskniliśmy idioto. [...]



*Oczami Harr'ego*

- Halo, jestem już! W końcu w komplecie! - krzyknąłem uradowany, niemalże wbiegając do salonu. - Co jest grane? - spytałem już ciszej, widząc zmartwione miny chłopaków. Zupełnie innej reakcji oczekiwałem. Rozejrzałem się po pokoju w poszukiwaniu Natalii. Zilustrowałem pokój chyba z pięć razy uświadamiając sobie, że żaden osobnik płci przeciwnej się w nim nie znajduję. - Gdzie jest Natalia? - zadałem szybko kolejne pytanie. Opadłem bezwładnie na kanapę. O co tu chodzi?
- Myśleliśmy, że ty nam powiesz - usłyszałem głos Liam'a. Spojrzałem się na jego twarz. Rysy układały się w jedno wielkie zdziwienie.
- Przynajmniej mieliśmy taką nadzieję - dodał ciszej Zayn. Nie zdążyłem się zorientować, kiedy dziewczyna stała się tak bliska wszystkim chłopakom. Wiedziałem, że są w dobrych kontaktach, ale nie wiedziałem, że aż tak ją kochają. Nie była to oczywiście "ta" miłość, którą się darzy drugą połówkę, ale można by powiedzieć że tak samo silna. Na śmierć i życie.
- Nie rozumiem - potrząsnąłem głową - wylatywała z Berlina jakieś dwie godziny przede mną, to nie możliwe żeby jej tu jeszcze nie było!
- Jesteś pewny, że nie została w tym Berlinie?
- Liam, mówiłem ci, że wysłała mi sms, że wraca, nie okłamała by mnie! - krzyknął Niall, podnosząc się z siedziska.  
- Ale są równe..
- Nie rozumiesz, że napisała tak! Pokazać ci tego cholernego sms-a?! - ponownie uniósł swój głos. Zdenerwowany zataczał kółka w salonie.
- Uspokój się, te twoje ruchy nic nie zmienią. - upomniał go Louis. - Harry, widziałeś jak wsiadała? - zwrócił się do mnie.
- Oczywiście, że tak. Myślisz, że nie odprowadził bym jej do samolotu? - spytałem.
- My nie wiedzieliśmy nawet, że się z nią spotkałeś - odburknął Malik.
- Niall wiedział - powiedziałem trochę oskarżycielsko, zerkając na blondyna.
- Czy to ważne teraz? Nie mamy pojęcia gdzie ona jest! A jak coś się stało?
- Nie kraczcie! - krzyknął Liam. - i nie kłóćcie się, - dodał spokojniej. - Harry, jesteś stu procentowo pewny, że wchodziła do samolotu?
- Tak - odpowiedziałem pewnie przełykając ślinę. Przed głowę przechodziło mi milion mrocznych scenariuszy, kończących to wydarzenie.
- Najlepiej będzie, jeżeli po prostu poczekamy. - odparł Louis. - Może poznała kogoś, zagadała się? Jest milion opcji, nie możemy zakładać, najgorszego - spojrzałem na niego zdziwiony, lekko uchylając usta. Jak to możliwe, że przegapiłem moment, w którym Louis dorosnął? Myślał zupełnie racjonalnie i czysto, zupełnie jak nie on. Gdzie jego panika w takiej sytuacji, gdzie jego wygłupy, zamiast pomocnych rad? 
- Masz racje - przytaknął mu Zayn. Poklepał Niall'a po ramieniu. Co wydawało mi się dość nietypowym i dwuznacznym zjawiskiem. Czy ja o czymś nie wiem? Westchnąłem przeciągle, zdając sobie sprawę, ze najbliżsi mi ludzie stali się zupełnie obcy. Usadowiłem się wygodnie na kanapie i chwyciłem pierwszą lepszą gazetę. Czytałem linijki tekstu, w ogóle nie skupiając się na słowach w nim zawartych. Moje myśli krążyły w około Natalii, tego co robi, gdzie się znajduję.
- Wypadek samoloty był - powiedział Zayn zagłębiają się w artykułu.
- Wiemy, że jesteś dobroduszny Malik, ale teraz akurat nie chce mi się myśleć o obcych osobach - odrzekł Louis machając ręką, kompletnie ignorując jego wypowiedź.
- O której Natalia wylatywała z Berlina? - ponownie odezwał się Mulat, tym razem z większym nie pokojem. Wszyscy jak jeden mąż spojrzeli na Zayn'a, a później na mnie.
- Nie wiem, coś może koło 16:00 było.
- Robisz sobie jaja, prawda? Jesteś pewny, że o tej godzinie? - przełknąłem mocno ślinę. Przytaknąłem lekko, domyślając się o co chodzi.
- Są jakieś ofiary? - spytał Liam. Trzęsącymi dłoniami wyrwał gazetę z rąk Malik'a. - Przeżyło tylko dziesięć osób, są w krytycznym stanie w szpitalu.
Zaraz ktoś mnie uszczypnie i będzie dobrze, prawda? Powtarzałem sobie w myślach, że to nie może być prawda.
- Może pomyliłem godziny? - spytałem bezsensownie. Doskonale pamiętałem o której wystartował samolot. Zamknąłem oczy zupełnie odłączając się od rzeczywistego świata. Przez chwilę było za dobrze, prawda? Czy mam napisane na twarzy daj mi godziny męki i parę minut szczęścia? Przecież ona żyję. Powtarzałem sobie w myślach, wmawiając, że może jednak nie znajdowała się w tym samolocie. Idiota, to wszystko twoja wina Styles, ty ją zraniłeś, przez ciebie wyjechała do Berlina, przez ciebie zginęła!




--------------------------------------------------------------------------
Tu możecie podawać mi swoje blogi, chętnie zajrzę --> [KLIK]
Tak u góry, pojawiła się ankieta, dla ciebie jeden klik, a ja mam uśmiech na twarzy przez następne 24 godziny. Do następnego! :)

czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 32


"Od dłuższego czasu kocham Natalię, ale to nic, przecież tylko Harry cierpi"


*oczami Natalii*
- Lądujemy.
- Co ty wygadujesz, Niall?
- Umm, ja nie Niall, oznajmiam Pani, że lądujemy, proszę zapiąć pasy - Szybko podnosiłam się z fotelowego oparcia. - Zły sen?
- Coś w tym stylu - odparłam. Kobieta uśmiechnęła się pocieszająco i poszła wykonywać dalej swoją pracę. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Kilkanaście nieodebranych połączeń od Liam'a, Louis'a i Zayn'a. Szybkim ruchem napisałam sms-a do Niall'a.

"Miałeś racje, przepraszam.
Moje miejsce jest z Tobą, z Wami.
Wiesz chyba zdecydowanie za bardzo bym tęskniła.
Wracam najszybciej."

*oczami Niall'a*

Uśmiechnąłem się sam do siebie i zbiegłem szybko po schodach przewracając się parę razy. Chłopcy znajdowali się w salonie zajmując codziennymi sprawami, a Harry chyba właśnie leciał do Natalii.
- Wróci - powiedziałem widocznie zadowolony. 




- Harry załatwił to tak szybko? - Spytał zdziwiony Liam.
- On jeszcze nawet tam nie doleciał - wtrącił się Lou.
- Jezu, nie ważne!
- Cieszysz się chyba aż za bardzo - zauważył Zayn. Dziwnie się na mnie spojrzał. W zruszyłem tylko ramionami, by udawać moją obojętność.
- A ty się nie cieszysz? Stała się tu jedną z nas, jak taka siostrzyczka. Zaczęła należeć do rodziny One Direction - powiedziałem pewnie. Przez te parę miesięcy zdążyłem się przyzwyczaić do tego, że tu jest. Że codziennie ją widuję, nie ważne, że czasami z grymasem na twarzy lub oczami przepełnionymi łzami. Liczyło się dla mnie, że po prostu mogę ją zobaczyć. Dziwnie by było rozmawiać z nią tylko przez telefon i widywać się tylko i wyłącznie przez internetową kamerkę, zamazaną w pikselach.
- Oczywiście, że się cieszę! - Również się uśmiechnął.
- Myślę, że powinniśmy to skończyć - powiedział Louis przeczesując ręką włosy. Nagle w pomieszczeniu zapadła drętwa cisza, a w powietrzu było czuć zdenerwowanie. - Harry zranił Natalie, ale też cierpi.
- Myślisz, że jego cierpienie może się równać z tym co Natalia czuła? - Spytał Liam. Za wszelką cenne chciał ukarać Harr'ego. Jako tata zespołu i zapewne jako kuzyn i opiekun Natalii.
- Ciągnie się to zbyt długo - Stwierdził Zayn.
- Przecież nawet nie wiemy o co tu chodziło. - stałem z boku przysłuchując się wymianie zdań. Nie byłem pewny tego czy powinienem się odzywać.
- Nie wiemy nawet kim jest ta dziewczyna - Przecież doskonale wiem, kim ona jest i ile znaczyła dla Harr'ego. Odezwij sie Niall.
- Nie zdradził Natalii, po prostu kłamał - odkąd pamiętam Louis zawsze bronił Harr'ego. Bronił go jak swojego, małego braciszka. - Myślę, że musimy wrócić do tego co było, pogodzić ich. Każdy może popełnić błąd - Przełknąłem głośno ślinę. Wrócić do siebie?
-  Niall, co o tym myślisz? - Wzruszyłem ramiona, zdegustowany tematem ich rozmowy. Spojrzałem na każdego z nich po kolei, naprawdę myśleli, że mogą ich ponownie połączyć razem?
- Myślę, że jeżeli w ogóle, to powinni sami do takiego wniosku dojść. - odparłem.
- Zgadzam się -potwierdził Liam.
- Niall, czemu jesteś temu tak przeciwny? - usłyszałam pytanie, co automatycznie sprawiło że zakrztusiłem się własną śliną.  Co mam im powiedzieć? "Od dłuższego czasu kocham Natalię, ale to nic, przecież tylko Harry cierpi" Co? Liam zaczął klepać mnie po plecach.
- Już dobrze - odparłem powstrzymując jego rękę, która jakby nie było z dość dużą siło uderzała mnie po plecach.
- Chociaż ich pogódźmy - powiedział Louis.
- To chyba możemy zrobić, prawda Niall? - spojrzałem na Zayn'a, który wymownie się na mnie patrzył. Pokiwałem twierdząco głową. Przełknąłem głośno ślinę opuszczając pokój. Usiadłem przy stoliczku w kuchni, zastanawiając sie czy przypadkiem mulat nie domyślił sie co do moich uczuć. Oparłem głowę o zgiętą w łokciu rękę i zacząłem tempo się patrzyć w widok za oknem. Może po prostu nie jest mi przeznaczona? Traktuje mnie jak najlepszego przyjaciela, czuję się dziwnie chcą przekroczyć tą granicę, bo wiem, że ona tego nie chce. Napisała, że jej miejsce jest ze mną. Myślę, że pisząc to nie miała pojęcia jak dużo emocji to jedno zdanie u mnie wywoła. Że te kilka składnych literek sprawią, że uśmiech  nie zejdzie mi z twarzy. Jestem idiotą, to bez sensu.
- Od jak dawna? - usłyszałem głos za sobą, co automatycznie sprawiło, że się obróciłem.
- Co? - spytałem zdezoriętowany, patrząc się na poważną twarz Malik'a.
- Od jak dawna ją kochasz idioto?
- Skąd ty, co? - delikatnie mnie zatkało.
- Niall, nie znam Cię od dziś. Na każdym kroku widać jak bardzo sie cieszysz z jej obecności. Tak specyficznie na nią patrzysz. Jeszcze nigdy tego u ciebie nie widziałem - stwierdził. - Czemu jej tego nie powiesz?
- Mam zburzyć wasze plany, co do ponownego połączenia ich. Zresztą, może ona faktycznie tęskni za Harry'm? Może chciała by do niego wrócić? Może wtedy była by szczęśliwa? - westchnąłem.
- Matko, jak ty ją kochasz - szepnął otwierając szerzej oczy. Wzruszyłem ramionami lekko się uśmiechając.
- Raczej nie mogę tego zmienić [...]  



*oczami Natalii*

- Harry? - spytałam bardziej sama siebie niż chłopaka, który było oddalony ode mnie o jakieś pięć metrów. Jego lokowata fryzura specyficznie wyróżniała się z tłumu. Przepychając się po miedzy ludzi znalazłam się bliżej Styles'a.
- Znalazłem cię! - krzyknął zmniejszając jeszcze bardziej odległość po miedzy nami.
- Co ty tu robisz? - spytałam niezrozumiale. Wydawało mi się, ze o moim wyjeździe wiedział tylko i wyłącznie Niall, który i tak już otrzymał ode mnie sms'a, że wracam.
- Chciałem na wstępnie przeprosić, boże wiem zawiniłem! Te wszystkie kłamstwa to wszystko wydawało mi się wtedy takie nie groźnie, bez konsekwencji. Nie zorientowałem się nawet kiedy zacząłem cię tracić. - Spuścił wzrok na swoje buty - Niall, miał racje powinienem był ci powiedzieć dokładnie kim jest ta dziewczyna, nie zastanawiałem się nad tym wtedy. Wiesz wydawało mi się, że to wszystko jest proste i bez komplikacji.  Wiesz jak bardzo brakuje mi rozmów z tobą, twojej obecności? Tego wszystkiego co razem stworzyliśmy? Chciałbym, żeby było jak dawniej. - Delikatnie się uśmiechnęłam, co z pewnością dodało mu odwagi. 



- Wybaczam - ucięłam jedynym słowem.
- Naprawdę?
- Harry, to nie jest tak, że teraz wszystko będzie po staremu. Możemy spróbować być przyjaciółmi, ale ja ci nie ufam, przepraszam, ale tak jest. Wiesz po mimo tego, że to tak bolało, to cały czas czekałam na te głupie przeprosiny wiesz? A skoro specjalnie dla mnie tu przyjechałeś, dobrałeś tak ładnie słowa to no cóż nigdy długo nie potrafiłam się gniewać - zaśmiałam się cicho. - Zresztą jakby nie było, przyzwyczaiłam sie już do ciebie. - Nagle w jego oczach zaczęły wirować te specyficzne iskierki radości. Ja sama nie potrafiłam znieść uśmiechu z twarzy. Czułam, że tego właśnie potrzebowałam. Zakończyć to wszystko szczęśliwie. 



- Przyjaciele?
- Przyjaciele.  

-----------------------------------------------------------------------------
Zapraszam również tu -> Half a heart
Pojawiła się również ankieta, dużo dla mnie znaczą głosy także. :)

piątek, 28 marca 2014

Rozdział 31


"nikt z nich nie zapytał jak ja sie czuję, czy sobie z tym radzę"
                                                                  
*oczami Natalii*
- Niall? - spytałam delikatnie chwytając chłopaka za ramię. Mruknął coś pod nosem i zepchnął moją rękę. - Coś zrobiłam nie tak? - Spytałam próbując obrócić chłopaka przodem do siebie. Moje starania były próżne. Moje siła nie mogła się równać jego.
- Nie potrafisz tego dostrzec. - szepnął ledwie słyszalnie.
- Może mi pomożesz?
- Nie uważasz, że już za dużo razy starałem się zdziałać coś dobrze, a wychodziło jak zwykle? - zadał pytanie. Nadal nie widziałam jego twarzy. Oprócz tego, że stał  do mnie tyłem, na dworze panowała straszna mgła. Ledwo można było dostrzec elementy przyrody tu panujące. Nawet nie wiedziałam dokładnie na jakiej ulicy się znajduję. Widziałam tylko, że stoję obok drzwi, były ciemne, ale nie potrafiłem określić ich dokładnego koloru. Obraz zamazany biała farbą.



- O czym ty mówisz?
- Widzisz to powinno działać w dwie strony.
- Nie rozumiem.
- Oczywiście, że nie rozumiesz inaczej by nie było tej rozmowy, prawda? - lekko się zaśmiał. W jego mowie można było dostrzec coś zupełnie innego, nowego. Nie potrafiłam tego do niczego porównać. Po prostu wszystko wychodzące z jego ust wydawało się być pretensją rzuconą w moją stronę.
- Wyjaśnij - poprosiłam. Miałam mieszane uczucia. Nie potrafiłam określić czego tak właściwie oczekuję. Zawsze bałam się poznać prawdy, bałam się, że ktoś stawi moje wady ponad wszystko, że zauważy te wszystkie moje negatywy.
- Jeśli ty jesteś dla kogoś ten ktoś powinien być dla ciebie.
- Nie może tego powiedzieć mi normalnie? Bez zbędnych wstępów? 



- Nie umiesz się domyśleć tak normalnie? Bez zbędnych wstępów?
- Nie pogrywaj ze mną, nie gramy w jakąś durną grę! - krzyknęłam. Byłam zdezoriętowana, może tak naprawdę nie gadałam z tym Niall'em, którego znam?
- Całe życie do gra.
- Skończ z tymi aluzjami! - ponownie uniosłam swój głos. Dziwiło mnie jego podejście do sprawy. To całkowite opanowanie. Zaśmiał się lekko, ponownie zresztą.
- Wiesz, jak moi rodzice się czuli jak opuszczałem ich dom? - spytał, miałam wrażenie, że chciał mnie zbić z tropu, lub na niego wprowadzić?
- Możesz nie zmieniać tematu?
- Mama krzyczałam, płakała. Brat stał w koncie, w którym ja zawsze odbywałem swoje kary, jakby obwiniał się za to że moi rodzicie tak cierpią. A wiesz co zrobił ojczym? Ha, wręczył mi dwadzieścia złoty, podał walizkę do ręki i otworzył drzwi. Nie powiedział, nawet że będzie tęsknił. Wiesz którą ze stron to wszystko bardziej bolało? - Nie zareagował na moje pytanie i dalej opowiadał swoją historię.
- Czy to ma w ogóle coś do rzeczy?
- Jedź jak najdalej możesz, goń z marzeniami tylko, nie zdziw się kiedy, ci którzy myślałaś że będą do końca odsuną się od ciebie. Zacznij nowe życie, ale nowe życie to też nowe osoby, nowe fałszywe twarze. Jeśli chcesz być kochana to kochaj - szepnął. Odwrócił się do mnie, z jego oczu lały się miliony łez. W ręku trzymał mój bilet do Berlina. Przełknął głośno ślinę. Rzucił papierek pod moje nogi i odszedł, zanikając za mgłą. Zostawiając mnie ze swoimi aluzjami i masą pytań które mogłabym mu zadać. Rozpłynął się, na zawsze?

*oczami Harr'ego*

Kroczyłem ponownie tak dobrze znaną mi uliczką Londynu. Wypełnioną tymi specyficznymi kamyszkami, które po co chwila kopał jakiś przechodzeń. Jak zawsze od miesiąca skierowałem się w stronę Clary domu.





Sam dokładnie nie wiedziałem po co to robiłem. U niej było jakoś inaczej. Nie wyczuwałem ten napiętej atmosfery. Nie czułem czterech wzroków prześwietlających mnie na wylot. W naszym domu w powietrzu unosiły się pretensje kierowane do mnie. Sam wiedziałem, że zawiniłem. Jednak bolało, że nikt z nich nie chciał poznać mojego zdania na ten temat. Nikt nie chciał wiedzieć mojej opinii. Nikt nie chciał słuchać mojego wytłumaczenia. Bez skrupułów postawili na mnie krzyżyk. Zachowują się jakby byli pewni, że jestem cholernym skurwielem i że potrafię zrobić to wszystko, bez żadnych wyrzutów sumienia. Najbardziej mnie dotknęło to, że nikt z nich nie zapytał jak ja sie czuję, czy sobie z tym radzę. Bo prawda jest taka, że nie umiem przyjąć do widomości tej myśli, że z nią nie jestem, że nie potrafi mi wybaczyć, że nie to wszystko moja wina. Każdego dnia staram sam sobie wytłumacz moje zachowanie. Rozważam wszystkie czynny i zastanawiam się czemu postąpiłem tak a nie inaczej. Nie znam odpowiedzi. Zawsze wydawało mi sie, że wiem co robię. Cóż, teraz rozumiem. Zgubiłem się w tym dorosłym świecie. Nadusiłem czerwony dzwonek. Otworzyła drzwi delikatnie się do mnie uśmiechając. Jak zwykle podała mi filiżankę herbaty i kazała usiąść przy telewizorze. Nigdy nie gadaliśmy o niczym konkretnym, właściwie wydaje mi się, że nie mieliśmy tematów do rozmów. Czasami coś wspomniała o byłym miejscu zamieszkania, ja o pracy w zespole, ale nigdy jakoś nie mogliśmy wszystkiego złożyć w całość. Na początku wydawało mi się, że to jest to, że tęskniłem za nią, że w końcu mam to co chciałem. Żmudne wrażanie. Tak faktycznie tęskniłem, strasznie tęskniłem, ale za tamtą osobą, za tym kim była, nie za tą osobą co obecnie siedziała przede mną opowiadając o butach, które ostatnio sobie kupiła. Znów grzecznie podziękowałem za herbatę i odłożyłem kubek do zlewu. Wymyśliłem jaką wymówkę, że muszę iść i wyszedłem praktycznie się z nią nie żegnając. To takie dziwne, bo jeszcze nie dawno myślałem, że w jakimś tam stopniu może mi zastąpić Natalię. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że jej sie nie da zastąpić. Była jedyna w swoim rodzaju. Usłyszałem dźwięk telefon. W moich uszach rozbrzmiały pierwsze nuty "Moments". To takie dziwne, że nadal mam tą piosenkę ustawioną jako główną. Ale prawda jest taka że, życie to moment. Na widok osoby do mnie dzwoniącej moje źrenicę się rozszerzyły.
- Lou? - Spytałem do słuchawki zdziwiony. Zacząłem się kierować w stronę domu.
- Musimy pogadać. - stwierdził.
- Jasne, kiedy zechcesz. - oczywiście, że brakowało mi rozmów z przyjaciółmi. Nie jestem robotem, żeby żyć odizolowany od bliskich mi osób.
- Teraz, Harry to ważne. Wszyscy chcemy pogadać. - zatkało mnie. Cieszyłem się jasne, ale bałem się, że to nie wróży nic dobrego.
- Jasne, już idę do domu - szepnąłem.
- Pośpiesz się, to nie może czekać - jeszcze bardziej sie wystraszyłem, czując, że to coś nie dobrego. Może być coś gorszego od jej wyjazdu? [...]


- Tak? - spytałem wchodząc do domu jak oparzony. Jak najszybciej starałem się przemieścić z jednego końca Londynu na drugi.
- Natalia musi tu wrócić, rozumiesz? - usłyszałem załamany głos Liam'a.
- Czemu mi to mówicie? - Byłem jeszcze bardziej zaskoczony wypowiedzią Liam'a niż telefonem od Lou.
- Bo po mimo wszystko nadal cię kocha i pewnie czeka na te głupie przeprosiny od ciebie - wtrącił Zayn.
- Nie sądzę, żeby chciała mnie wysłuchać - odparłem.
- Harry, ona nawet nie zna niemieckiego, a ja dałem słowo jej mamie, że się nią zajmę. - nie przekonywała mnie jego grobowa mina czy powaga w głosie, czułem, że chodziło o coś innego, ale z jakiś powodów, nie chcieli mi o tym powiedzieć.
- Więc? - w odpowiedzi otrzymałem zaklejoną kopertę. - I będzie jak dawniej?
- Dziwie się że ty dawno jej nie przeprosiłeś - usłyszałem szept.
- My cię nie zmuszamy, rób to co uważasz za słuszne. [...] 



środa, 26 marca 2014

Liebster Awards

Dziękuję za nominacje od http://little-storyxx.blogspot.com :).


Pytania:

1. Jak masz/macie na imię?
Oktawia. Zdecydowanie nienawidzę tego imienia.

2. Która klasa?

1 gimnazjum.


3. Od ilu lat zajmujesz/zajmujecie się pisaniem/blogowaniem?


Od ponad roku.


4. Twoim/waszym zdaniem jakie są 2 najwartościowsze cechy u człowieka?


Szczerość, odwaga.


5. Największy lęk?


Przed utratą bliskich mi osób.


6. Książki czy filmy?


Filmy.

7. Twoje/wasze hobby?


Pisanie tego bloga.


8. Jeśli napisaliby twoją biografię, to byłaby ona nudna, czy ciekawa? Dlaczego?


Być może ciekawa, jednak chyba nie mnie to oceniać. Wplątałam się w życiu już w tyle sytuacji, że raczej do monotonnych opowiadań by nie należała.


9. Najgłupsza rzecz, jaką zrobiłaś/zrobiłyście w swoim życiu?


Odeszłam od ważnych dla mnie osób. 


10. Do jakich fandomów należysz/należycie?


5sosfam, directioner, lovatic, vampette oraz mixser.


11. Największy wzorzec do naśladowania dla ciebie/was?


One Direction, zdecydowanie. 


Nie mam raczej czasu na czytanie blogów, więc niestety nikogo nie będę nominować, za co z góry przepraszam. 


Informacja: Rozdział jest w trakcie pisania i ma się dobrze tak myślę! haha :).
Pojawi się prawdopodobnie w sobotę bądź w niedziele.
Jeżeli macie pomysły na dalsze losy bohaterów, to piszcie w komentarzach, na pewno wezmę do serca wasze wskazówki i kto wie może właśnie czytając dalej mojego bloga, będziesz widzieć że to z twojego pomysłu skorzystałam?

+ Jeżeli piszecie blogi również możecie je zamieścić w komentarzach, obiecuję, że na każdego z nich wejdę. :)
To tyle, do zobaczenia czy coś. :)!

niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 30



"Przecież nie wtrącam się w życie żadnego z was od jakiegoś miesiąca!"

- Natalia! Co ty do cholery robisz?
- Niall?  Co ty tu robisz? - Spytałam zdziwiona. Byłam pewna, że wszystko zaplanowałam tak by nikt się nawet nie dowiedział, że wyjechałam. Staranie ułożyłam sobie plan w głowie i solidnie go wykonałam. Jak widać na darmo.
- Naprawdę, zrobiłabyś to? - spytał głęboko oddychając, byłam przekonana, że biegł parę dobrych przecznic by mnie zatrzymać.  Utrudnił wszystko. Chciałam odejść, bez zbędnych pożegnań, tylko po to by nie cierpieć, nie musieć słuchać ich rad na ten temat. Przyjęłam samolubne podejście, ale równie dobrze by im to wyszło. Harry zapewne skakał by z radości, nie musiał by patrzeć codziennie na mnie, a ja w końcu mogłabym zapomnieć o imprezowym Harry'm, a zacząć wspominać tego, którego poznałam na początku.
- Co?
- Wyjechałabyś, tak? Bez konkretnej przyczyny, zniknęłabyś od tak, po prostu?
- ja..
- Bez cholernego pożegnania!? - krzyknął. W tamtym momencie zauważyłam łzy w jego oczach, idealne rysy twarzy układały się w zawiedzenie i zdziwienie. Jakby nie mógł uwierzyć, że mogłabym zniknąć. Przeszedł mnie dreszcz, a moje usta zaczęły drżeć. Nigdy wcześniej nie zastałam takiego widoku. Było dla mnie nie realne, żeby Niall Horan, mógł być na tyle smutny by płakać. Emitowała od niego tak pozytywna energia, że nie wyobrażalne było nawet pomyśleć, że mój czyn, który wydawał sie dla mnie najlepszym rozwiązaniem, wywołał u niego łzy. 



- Ja.. po prostu uznałam, że tak będzie lepiej - przełknęłam głośno ślinę.
- Lepiej? Dla kogo, co? - spytał - Dla ciebie? Powiedz, pomyślałaś przez chwilę, jak my byśmy się poczuli jak dowiedzielibyśmy sie po fakcie, że jesteś w Berlinie, co?
- Nie pomyślałam - westchnęłam - Nie chciałam wam siedzieć na karku, rozumiesz?
- O czym tu mówisz, równie dobrze mógłbyś znaleźć prace w Londynie!
- Boże, nie chciałam po prostu widzieć go! Rozumiesz? Nie chciałam patrzeć na jego idealne życie beze mnie, kiedy moje rozsypuję się na kawałeczki. Nie mogłam uwierzyć, że to go przestaje obchodzić, że przestałam go obchodzić ja sama. - ściszyłam ton głosy, wzdrygnął się.
- Lepiej było uciec, niż przejść to wszystko z moją pomocą, z naszą? - Spytał spokojniej.
- A łatwiej jest spoglądać na to wszystko, czy po prostu wyjechać?
- Łatwiej, nie znaczy lepiej - stwierdził. - Z tym trzeba się zmagać, z problemami. Nie da się od nich uciec, Liam by wysłał za tobą stu detektywów i by kazał przyprowadzić się z powrotem. Na tym polega przyjaźń. Żeby zostać z kimś, być zawsze, a przede wszystkim szczerość. To, że Harry obdarował cię kłamstwem, nie znaczy, że my także na nie zasługujemy.
- Natalia Grogsvort proszona o pokierowanie się do odprawy.
- Ja muszę już iść - szepnęłam ze łzami w oczach.
- Nie wierze, po prostu nie wierze.. - spojrzał na mnie ostatni raz i obrócił się w przeciwnym kierunku. Odszedł, ani razu się nie obrócił i zniknął z moje pola widzenia. Dopiero teraz pomyślałam o tym, co się stanie jeśli to był ostatni raz kiedy go widziałam? Co jeśli, przez mój wyjazd się wszystko popsuje. To miało pomóc, nie jeszcze bardziej wszystko skomplikować.  [...]

*oczami Harr'ego*

- To wszystko twoja wina! - usłyszałem krzyk co automatycznie sprawiło, że się obróciłem.
- O co ci chodzi? Przecież nie wtrącam się w życie żadnego z was od jakiegoś miesiąca! - również podniosłem głos, zastawiając się o co może chodzić blondynowi. Był podenerwowany, jego ręce się trzęsły, a wyrazy z jego ust wychodziły, jakby z poszarpanej struny.
- O co mi chodzi, o co mi chodzi? - prychnął.
- Nie to ja mam kurwa o coś do ciebie pretensje. - powtórzyłem jego gest. Nie wiedziałem o co mu chodzi. Po ostatnich wydarzeniach odsunąłem sie od tego wszystkiego. Stworzyłem niewidzialną ścianę między nami wszystkimi. Oddalałem się od nich. Wydawało mi się, że nie przejęli się brakiem mojej obecności.  Teoretycznie mnie nie było w domu, praktycznie siedziałem w ogrodzie popijając whisky. Nikt nie zauważył, że ktoś się błąka, albo po prostu nikt nie chciał widzieć. W ich oczach jestem imprezowiczem, ha! Wielki Harry Styles, jak on by mógł się stoczyć? Pozory mylą, a ja za bardzo nie umiem się przystosować to tego co się dzieję. Do obojętności. A przed wszystkim do straty jedynych i najważniejszych ludzi w moim życiu.
- Przez ciebie - bardziej szepnął niż powiedział. Jego głos wydawałby się tracić siły, a w jego oczach widniały łzy. Przełknęłam głośno ślinę, co ja zrobiłem? Nie pewnie do niego podszedłem i jedną ręką objąłem.
- Co ja zrobiłem? - Zacząłem się zastanawiać, czy nie stałem się jakimś tyranem, który nie umie robić nic, oprócz wywoływania łez u ważnych dla niego osób.
- Ona przez ciebie wyjechała, jak mogłeś ją tak skrzywdzić? - Głos mu się załamał. Spojrzałem na niego zdziwiony. Przełknąłem ślinę i odsunąłem się od niego siadając na kant łóżko.
- Co? - Wyjęknąłem. Wszystko nagle wydawało się inne. Strata jej bolała, jak sobie poradzę bez jej widywania? Bez jej opiekowanie kiedy jestem pijany? Byłem przekonany, że ona nie wie że to pamiętam. Ale dawało mi to w pewnym rodzaju siłę na dalsze dni. Jakby bez konsekwencji mogłem poczuć jej dotyk i zobaczyć zmartwienie na twarzy. Czuję się jakbym to wykorzystał. Wiedziałem, że chciała być tylko miła, ale też chciałem wiedzieć, że tęskni tak samo jak ja. Nie chciałem widzieć jak przeze mnie cierpi, wypłakując miliony białych chusteczek. Chciałem widzieć ja uśmiechniętą z tymi specyficznymi iskierkami w oczach. Sam doprowadziłem do tego, że one zniknęły. Co się stanie, jeżeli jej tu nie będzie? Co będzie z nami wszystkimi? To takie głupie przyzwyczajenie. Spójrz jak wszystko się zmienia, ktoś jest a później tego kogoś nie ma. Nie ma jej przez ciebie Harry, zacznij działać idioto.